Nastała sobota i Roch wybrał się na poszukiwanie choinki. Koniecznie żywa i koniecznie zielona bo taki wymóg padł odgórnie i bez spełnienia tego warunku Roch mógł się nie pokazywać w domu. Kierunek to Pniowiec i tamtejszy leśniczy, który wedle legend posiada choinki i tanio je sprzedaje.
Roch wsiadł do samochodu i pojechał wyhaczyć jakąś choinkę. Na miejscu Roch ujrzał ogrom choinek i poczuł, że wybór nie będzie łatwy. Wymiar Roch mnie więcej znał, teraz tylko gęstość igiełek określić i można było wracać. I tu zaczęły się schody.
Do Rocha podeszła miła dziewczyna, prawdopodobnie córka leśniczego i zapytała w czym może pomóc. Roch chwile pomyślał, ale perspektywa ucieczki przed ojcem leśniczym wyposażonym w dwururkę spowodowała, że Roch ograniczył się do pomocy w wyborze choinki.
Po chwili znalazł się wymarzona choinka tylko, że za długa.
- Biorę ją, ale muszę ją skrócić - Rzekł Roch do córki leśniczego.
Dziewczyna gdzieś znikła i po chwili zjawiła się z siekierką.
- Mogę, bo jeszcze się skaleczysz - Powiedział Roch do córki gajowego.
- No to teraz, kurna, zaszpanuję - Pomyślał Roch.
Złapał za trzonek i zamachną się i sruuuuuu w choinkę, siekierka odskoczyła, Roch uskoczył i w ten sposób uniknął amputacji stopy. Drugie podejście było bardziej profesjonalne, a po kilku razach choinka została skrócona. I tu zaczęły się schody.
Okazało się, że samochód jest trochę za krótki na choinkę i trzeba by ją jeszcze skrócić. Jednak Roch podszedł filozoficznie do problemu bagażnika i po chwili choinka była w środku, a koniec jej wystawał przez szybę. Roch czuł się jak Janek Kos, z Czterech Pancernych, mknął sobie do domu zadowolony, że ma stopę i choinkę.
Póki co drzewko stoi sobie na balkonie, ale już niedługo zostanie przystrojona i będzie przypominać o cudownym ocaleniu stopy.
Roch pozdrawia Czytelników.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz