Drugi dzień Roch walczył z zasilaczem; pogoda nie zachęcała do jazdy na rowerze, chmury były takie nijakie i nie wiadomo było, czy padnie deszcz, czy nie. Na warsztat poszła reszta wiązki kabli, z którymi Roch w końcu rozbił porządek, a właściwie to wszystkie wylutował. Później, z racji lenistwa, rozciął obudowę żeby wyjąć gniazdo zasilające i zakończył robotę. Teraz tylko kupić obudowę i zacząć wszystko składać i modlić się żeby wszystko działało.
Wczoraj, już po napisaniu notki, nad Rochem pojawił się bzyczący paralotniarz (lub motolotniarz), który widocznie chciał pooglądać osiedle z lotu ptaka. Wzbudził, tym bzyczeniem, ogólne poruszenie, ludzie wyciągnęli kamery, telefony i co tam mieli pod ręką. Roch nie był gorszy, stanął i pstryknął go kilka razy. Nie ma co ukrywać, obiektyw 18-55 nie uciągnął paralotniarza, który ewidentnie był za wysoko.
Oczywiście można sobie pooglądać efekt pstrykania:
Gdyby nie działało to można kliknąć w link.
Roch pozdrawia Czytelników.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz