Autor: Roch Brada

  • Wiosenne porządki w garażu. Taka tradycja już.

    Weekend miał być smutny i deszczowy, co Roch uwiecznił na memie, który pojawił się na fanpage, ale finalnie okazał się całkiem znośny i dało się wyjść i… posprzątać garaż. Tak, wiosna to pora sprzątania garażu, żeby mógł on przez resztę roku zarastać gratami i tak aż do kolejnej wiosny, kiedy to Roch znowu go posprząta. I cykl sprzątania garażu się zamyka. W tym cyklu wyjechała z garażu nieużywana komoda, która miała być przez kogoś zabrana, ale jak przez dwa lata po nią nie przyjechał to chyba można było ją zutylizować.

    W garażu od razu zrobiło się więcej miejsca, a jako ze była tam też nieużywana paleta to Roch w przypływie chęci i za namową Żonki zrobił z niej stojak na rowery. Wiele nie potrzeba było. Paleta, wyrzynarka, wkrętarka i kilka wkrętów. Po jakiejś godzinie stojak był gotowy, choć trzeba było go ratować, bo Roch źle przeciął paletę no i była lipa, ale kilka dodatkowych desek uratowało sytuację. 

    Stojak mieści cztery rowery i działa. Nie wygląda zbyt dobrze, ale to kwestia kosmetyczna, najważniejsze jest to, że działa i rowery w końcu mają swoje miejsce, a nie stają gdzie dało się je oprzeć, bo tak do tej pory to wyglądało. Gdzie było miejsce tam się opierało rower. Teraz mają swoją stałą miejscówkę. I tak minął weekend, ale czasem zamiast jeździć na rowerze trzeba coś zrobić żeby te rowery miały gdzie stać, a pedałowanie Roch odbije sobie po majówce, bo ma tydzień wolnego, więc się najeździ. O ile pogoda pozwoli.

    Jednak weekend nie jest stracony, bo coś tam się grzebało w okolicy roweru. No i w końcu udało się zrobić ten stojak. Początkowo plan był taki żeby rowery  wisiały, ale w końcu będą stały. Teraz jeszcze tylko doprowadzić do końca pomieszczenie serwisowe, ale to już o wiele grubszy temat jest. Jednak może się uda, kto wie.

    Na zakończenie robocze zdjęcie stanowiska rowerowego.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Ehh, co to był za wypad

    Długo by opisywać co działo się w weekend, ale jeśli Roch miałby określić to jednym słowem to byłoby to epicki. Wszystko przez to, że udało się skręcić w jakąś leśną drogą i potem już poleciało. Jednak na początku był plan. A plan był taki żeby pojechać do Olsztyna, bo pogoda była fenomenalna. Było ciepło, słonecznie i watr raczej nie dawał o sobie znać. Było idealnie.

    Plan był prosty – rozpoczęcie rowerowania w kierunku Olsztyna, bo tam jeszcze w tym roku nie było jeżdżone, a trasa jest długa i fajna. Jednak tym razem, całkiem przypadkiem Roch skręcił w polną drogę i zaczął pedałować po wale wodnym licząc na to, że dojedzie do drogi rowerowej prowadzącej do Olsztyna. Jednak nic takiego się nie stało. Zamiast tego kręcił się lesie i odkrywał kolejne gravelowe szlaki, które są tak blisko i nie są drogą techniczną A1, choć do niej nic Roch nie ma, też tam jest fajnie, ale czasami warto oderwać się od utartych szlaków.

    I tak było tym razem, całkiem obcy las mimo, że Roch mniej więcej widział gidze jest, świetne dróżki i \”piaskowa góra\” bo tak Roch nazwał piaszczysty zjazd, po którym nie dało się zjechać. Dalej już było z górki, a raczej pod górkę, ale ciągle przez las. Gdyby nie to, że pogoda zaczęła się psuć to pewnie jeszcze dalej pojechałoby się tym lasem. Koniec końców do Olsztyna nie udało się dojechać, ale było dużo lepiej niż pedałowanie betonową drogą.  Na koniec jeszcze Roch z Żonką zgubił drogę, ale lokalsi widzieli jak dojechać do Częstochowy.

    Wypad bardzo udany, na pewno w najbliższy weekend zostanie powtórzony, a jeśli pogoda pozwoli to i pojedzie się dalej w las odkrywać nowej miejsca. Ostatni wypad, na przykład, przebiegał obok leśnego \”bike parku\”, który ktoś sobie wykopał. Ogólnie wrażenia ogromne, aż szkoda, że pogoda się posypała.

    Na zakończenie zdjęcie przy ściętych drzewach, klasyka w lesie.

    Roch pozdrawia Czytelników.

    PS.
    Strava dla upamiętnienia:

  • Było wszystko: gravel, szosa, las i wiatr

    Jak to się mówi: święta, święta i po świętach. Te święta były wyjątkowo udane jeśli chodzi o pedałowaniu. Zaczęło się w sobotę, tradycyjnie od drogi technicznej wzdłuż A1. Ostatnio ten kierunek bardzo Rochowi spasował. Do tego stopnia, że ciągle tam jeździ. Chyba dlatego, że jest tam wszystko co jest fajne. Las, trochę zjazdów, korzenie no i piasek. Piasek nie jest aż tak fajny, ale jest no i trzeba po nim jechać. Na koniec jeszcze było kilka podjazdów, ot tak na \”dobitkę\”.

    Wczorajszy wypad w tamte rejony był bardzo wietrzny. Roch miał wrażenie, że zaraz zrobi się jakaś trąba powietrzna, która zdmuchnie go głęboko w las, ale tam tworzył się tylko \”przeciąg\”. Ładnie to było widać jak jechało się obok ekranów dźwiękochłonnych. Tam był w miarę spokój, wiało co prawda, ale szału nie robiło. Dopiero jak ekran się skończył to chciało urwać głowę. Roch nie wiedział, czy próbować opanować rower, czy tylko złapać się kierownicy i próbować wytrzymać te osiem sekund na tym wietrznym rodeo.

    Po raz kolejny Roch odkrył nowy fragment tej drogi technicznej. Tym razem dojechał aż do Wyrazowa, czyli kolejny odcinek został zaliczony, a skoro był już pod Blachownią, to zaliczył też trochę asfaltów i lasu. Tam na szczęście wiatr odpuścił i było całkiem przyjemne i szybkie pedałowanie, ale szosowanie musi być szybkie. Gravel po raz kolejny pokazał swoją uniwersalność. W zasadzie nie ma różnicy, czy chce się do lasu, czy na szosę – gravel to uniwersalne rozwiązanie.

    Swoją drogą teraz Żonka zaczyna myśleć o nowym rowerze i waha się czy gravel, czy może coś innego. Dla Rocha wybór jest oczywisty – uniwersalność jaką oferuje gravel nie ma sobie równych. Tak więc pora zacząć odkładać do \”świnki – skarbonki\” na nowy rower dla Żonki. Wracając jednak do wypadu: reszta trasy to czysta przyjemność, las, równy asfalt i praktycznie zero wiatru, a jak powiewało to w plecy, a wtedy noga podawała jeszcze lepiej. Epicko się jechało, ale to może efekt parcia Rocha na rower. W tym roku czuje giga potrzebę na jeżdżenie.

    Czasem nawet po pracy, jak Żonka zjedzie do bazy, to Roch siada na rower i choć na godzinkę idzie popedałować. To zasługa tej drogi wzdłuż A1; z jednej strony jest po prostu fajna, z drugiej strony jest blisko, a dojazd do niej nie oznacza przebicia się przez miasto. Wystarczy \”za kominem\” skręcić do lasu. Swoją drogą ten las też jest fajny, ale dobitnie pokazuje zidiocenie ludzi. Góry śmieci walają się wszędzie, aż chce się płakać, że ktoś kto nasi miano \”homo sapiens\” jest do tego zdolny. Z trzeciej strony Roch chyba podświadomie postawił sobie za cel odkryć wszystkie fragmenty tej drogi.

    Teraz chwila przerwy od pedałowania to Roch zajmie się swoim drugim, trochę zapomnianym, rowerem. W Cube trzeba zrobić serwis pozimowy i taki jest cel na najbliższy czas. Zamykać się w garażu i grzebać przy rowerze, a kolejny weekend już Żonka coś przebąkuje o tym, że może by jakiś dłuższy dystans walnąć. Roch nie trzeba zachęcać, pyta tylko gdzie trzeba dojechać. Na pewno będzie jakaś relacja z serwisowania Cube\’a, bo jemu też się SPA należy.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Zestaw kół do szosy i gravelu XLC WS-D01 – część druga

    No i nadszedł ten moment, w którym odpowiemy sobie na pytanie zadane w pierwszej części recenzji zestawu kół do szosy i gravelu XLC WS-D01, czyli cytując pierwszy wpis:

    Druga część, która pojawi się w marcu, odpowie Wam na pytanie, ile te koła są w stanie znieść.

    Jednak zanim odpowiemy sobie na to pytanie Roch trochę opisze o całym procesie ich składania. Bo poza szprychami, piastą i obręczą trzeba było na nie założyć jeszcze tarcze, oponę i podjąć decyzję w którą stronę iść. Drogi były dwie: albo dętka, albo mleko. Roch wybrał tą drugą drogę, czyli zrobienie z kół wersji bezdętkowych. Bo to wcale trudne nie jest, a zawsze to jakiś nowy skill w rowerowym świecie. W oficjalnej specyfikacji nie jest podane, że koła są „tubeless ready”, ale to wcale nie znaczy, że nie można ich zamlekować.

    Żeby to osiągnąć trzeba się trochę nagimnastykować, ale proces jest całkiem przyjemny jeśli tylko robimy wszystko dokładnie. O jakości wykonania i technikaliach Roch pisał w pierwszej części; teraz pozostało tylko opisać jak na tych kołach się jeździ, ale też Roch opisze kilka smaczków, na które trafił podczas składania kół, a które na pewno uchronią nowych i szczęśliwych nabywców przed przestojami w pracy. Tę część recenzji podzielimy nietypowo, bo na etapy pracy przy kołach.

    Dętka, czy mleko? Czyli w którą stronę pójść

    Po wyjęciu z kartonu mamy gołe koła, które wymagają pewnej troski żeby móc je założyć do roweru. Pierwsze co to oczywiście podjęcie decyzji, w jaki system iść. Dętka jest oczywista. Opaska na obręcz, dętka i opona. Nic nas nie zaskoczy, niczego nie da się zepsuć. Druga droga to „tubeless”. Czyli taśma, uszczelnienie obręczy, zawór i mleko. Trochę więcej zabawy, ale z doświadczenia Roch może polecić drugą drogę.

    Po pierwsze sam „fun” z grzebania przy rowerze, po drugie mamy coś nowoczesnego co po przebiciu samo się uszczelnia (a przynajmniej powinno), a po trzecie koszt jest porównywalny, a mleko – które zostanie – możemy spokojnie wykorzystać na dolewki. Nic się nie zmarnuje. Zaczynamy od odtłuszczenia powierzchni – to jest kluczowe i lepiej się do tego przyłożyć, bo może się okazać, że w połowie taśma się odklei i będzie „lipa”. Dobry odtłuszczacz to podstawa.

    Długo Roch kombinował czego użyć, aż w końcu użył resztek „nail cleaner” od Semilaca, którego Żonka używa do paznokci. Poważnie, to działa. Jak Wasza ładniejsza połówka ogarnia hybrydy to na pewno ma jakiś „nail cleaner”. Pewnie znajdzie się coś bardziej profesjonalnego, ale dla Rocha zupełnie takie rozwiązanie wystarcza. Po odtłuszczeniu pozostaje nakleić taśmę.

    W internetach jest sporo filmów o tym jak nakleić taśmę i są one przydatne. Na pewno dobrze napinamy taśmę, kleimy dokładnie i równo. Koniecznie na zakładkę. Najprościej zacząć 10 cm przed otworem na wentyl i skończyć 10 cm za nim. Tak, żeby taśma na siebie nachodziła. Jak już ogarniemy taśmę to sprawdzamy, czy nie ma bąbli powietrza (jak są to wyciskamy). Nie pozostaje nam nic innego jak zamontować wentyl, czyli robimy dziurę w taśmie i wkręcamy wentyl. I tu pierwszy #protip. Roch użył wentyli Trezado w rozmiarze 30 mm, które wychodzą na styk. Nie wystają zbyt dużo, można spokojnie pompować koło. Dłuższe wentyle będą bardziej wystawały, ale 30 mm to minimum żeby cokolwiek dalej z kołem zrobić. Jak już mamy wszystko zmontowane to zakładamy oponę, wlewamy mleko (60 ml spokojnie wystarczy) i pompujemy. Mamy gotowy zestaw kół, z których zrobiliśmy bezdętkowe.

    A hamulce? Co z hamulcami!

    Według specyfikacji jedynie tarcze w systemie center lock pasują do kół, ale można zastosować adapter center lock -> 6 śrub. Jednak Roch poszedł w centerlock, a tarcze to Shimano XT (SM-RT86). I tutaj ważna uwaga: tylne koło, mimo, że ma oś 12 mm to potrzebuje nakrętki center lock do osi 15 mm. Oznaczenie tej nakrętki to SM-HB20. W przednim kole spokojnie sprawdzi się ta dołączona do tarczy.

    A to przez nakrętkę regulacji luzów, która umożliwia kasowanie luzu łożysk na zamontowanym kole. Tak, zestaw kół do szosy i gravelu XLC WS-D01 ma możliwość kasowania luzów nawet jak koła są zamontowane w rowerze. Genialne rozwiązanie! jak już wszystko zmontujemy to mamy wyborny zestaw kół.

    Wrażenia z jazdy

    No i doszliśmy do clou tej części recenzji. Jak się na tych kołach jeździ. Pierwsze to rzuca się w oczy, a właściwie to w uszy, to brak odgłosów kręcącego się bębenka. Nic nie grzechota, a rower jest bezgłośny. Jedynie opony szumią i wiatr w uszach. W porównaniu do fabrycznych kół Gianta Roch może powiedzieć, że zdecydowanie kręcą się lżej i płynniej. Roch nie wie na ile dodatkowych watów to się przełoży, ale na pewno kultura pracy jest zdecydowanie wyższa.

    Do tego wyżej wspomniany sposób kasowania luzów zasługuje na brawa. Nie trzeba się bawić w zdejmowanie koła i kasety żeby dobrać się do konusów. Tutaj wystarczy poluzować imbusem 2.5 mm śrubkę i palcami przekręcić nakrętkę żeby skasować luzy. Można to zrobić nawet na trasie. Wystarczy mieć imbusa 2.5 mm. I tyle.

    Według specyfikacji na koła można założyć maksymalnie oponę 35 mm. I tutaj Roch musi napisać, że opona o szerokości 38 mm spokojnie się mieści w obręczy i przy tym nie jest balonem. Obecnie Roch ma opony 700x38C i rower nic nie stracił na trakcji. Dalej jest pewnie i przyczepnie. No i ciut wygodniej niż na 35 mm.

    Podczas jednej z przejażdżek, wieczorem, Roch całkiem przypadkiem i nie zamierzenie zjechał ze schodów. Po prostu było ciemno, mimo lampki, cień padł tak że wydawało się prosto, a okazało się, że wcale tak nie jest. No i schody zaliczone, koła dalej proste, więc są też odporne na błędy (i schody). Jazda na tych kołach przypomina poruszanie się luksusową limuzyną, która ma podwójne szyby, więc do kabiny nie przedostaje się nic z zewnątrz. Tak samo jest tutaj. Zupełna cisza. Do tego gravelowanie na tych kołach też nie sprawia problemu. Nawet brodzenie w grząskim piachu nie robi na nich wrażenia, nie mamy wrażenia, że te koła są wiotkie i giętkie. Po szutrze idą jak dzik w żołędzie i mało co potrafi je zaskoczyć. Trochę Roch obawiał się o zaplot, bo jednak słoneczko z jednej strony wywołało u niego obawę, że przy pierwszym hamowaniu albo wjechaniu w dziurę koła poskładają się, ale nie, wszystko jest na swoim miejscu więc obawy o sposób zaplotu były bezsensowne.

    Podsumowanie

    I doszliśmy do końca tej recenzji. Wyjątkowej pod każdym względem. Z jednej strony to pierwsza taka recenzja, która została podzielona na dwie części. To wynika z potrzeby pojeżdżenia i poczucia tych kół. Z drugiej strony to pierwsza recenzja, która od Rocha wymagała podjęcia szeregu decyzji, które tak naprawdę miały wpływ na to jak te koła się zachowały. Od podjęcia decyzji o przejściu na system bezdętkowy, przez dobór tarcz, aż w końcu na montaż opony, która – jakby nie patrzeć – jest poza fabryczną specyfikacją producenta, ale to właśnie, według Rocha, jest naturalnym podejściem do tematu. Trzeba sprawdzić warunki graniczne, a nie tylko opcje zawierające się w specyfikacji.

    Można było szukać opony 35 mm, ale można też było użyć tego co ma się pod ręką i sprawdzić rezultaty, a te są jednoznaczne. Zestaw kół XLC WS-D01 sprawdził się w każdych warunkach. Od jazdy po schodach, przez wypady \”do miasta\” aż do dłuższych wypadów przez \”drogi, lasy i szutry\”. Pozwalają na wiele błędów i wybaczają chwile nieuwagi, a przez to stały się idealnym towarzyszem w Rochowym gravelu.

    Na plus na pewno można zaliczyć kulturę pracy, jakość wykonania i spasowania elementów. Na pewno rozwiązania techniczne, jak na przykład kasowanie luzów, czy „maszynówki” w piastach, do tego ich wytrzymałość i tolerancja na błędy. Małą łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest ta nieszczęsna nakrętka centerlock tylnego koła, ale teraz już będziecie wiedzieć, że trzeba od razu zamówić większą nakrętkę.

    Roch jest mega zadowolony z tych kół. Nie tylko sprawiają wiele frajdy podczas jazdy, ale też możliwość ich konfiguracji, dopasowania pod siebie, a w końcu spędzenia kilku wieczorów w „Garażowym serwisie rowerowym” jest wartością samą w sobie. Dłubanie, dopasowywanie i skręcanie. Całe to przedsięwzięcie zakończyło się kołami szytymi na miarę, tak jak garnitur, tak te koła pasują jak ulał i dopełniają gravelowego charakteru roweru.

    I na koniec odpowiedź na główne pytanie tej części recenzji:

    Druga część, która pojawi się w marcu, odpowie Wam na pytanie, ile te koła są w stanie znieść.

    Bardzo dużo.

    Już całkiem na zakończenie garść statystyk, czyli gdzie Roch jeździł na tych kołach. Wszystkie linki są dostępne na Stravie:

    Być może ustawienia Stravy spowodują to, że osoby bez konta zobaczą tylko stronę logowania, więc poniżej Roch zamieszcza screen dla osób, które nie korzystają ze Stravy.

    Artykuł powstał przy współpracy z rowertour.com – sklep rowerowy online i XLC parts.

  • Idziemy w maratony!

    Yes! yes! yes! – tak zareagował Roch kiedy zobaczył terminy Bike Atelier Maraton, jeszcze bardziej się ucieszył jak doszły do tego lokalizacje tych maratonów. Po roku bez \”ścigania\” i ogólnego rozpiep*u Roch czuje się jakby zerwał się z łańcucha. I tak w tym roku plan minimum zakłada dwa starty. I to starty szczególne, bo jeden w Częstochowie, a drugi w rodzinnych Tarnowskich Górach. I w tych dwóch Roch na pewno pojedzie. Choćby się waliło i paliło. No chyba, że jednym twittem zabroni się aktywności, ale to już nie zależy od Rocha.

    No więc pora zacząć się przygotowywać do tych startów. Rowerowanie już jest, pozostaje jeszcze zacząć znowu biegać. Z tym bieganiem to fajna sprawa, bo jest sezonowe. Roch nie lubi biegać zimą, bo jest zimno i ślisko, a latem jest znowu za gorąco. Więc bieganie jest tylko w okresach przejściowych, a potem przestaje biegać i jest podręcznikowy efekt yoyo. No, ale mając motywację w postaci startu w dwóch (przynajmniej w dwóch) maratonach Roch chyba zacznie biegać. W końcu jest kolejny okres przejściowy, czyli kończy się zima, a zaczyna wiosna.

    Nie mniej jednak takiego obrotu sprawy Roch się nie spodziewał. W poprzednim sezonie Częstochowa wypadła z kalendarza, ale w tym wróciła i doszły do tego Tarnowskie Góry. Pora zatem zacząć przygotowania. W tym sezonie już rower będzie przygotowany we własnym \”garażowym serwisie rowerowym\”.

    Na zakończenie plakat z terminami maratonów:

    Źródło: Bike Atelier Maraton

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Wraca nowa normalność

    Nie, nie będzie o polityce, a o tym, że przez aferę zębową Roch wypadł z rytmu. Kolejna drama, którą przyszło toczyć Rochowi to – oczywiście – jego ząb. Tak się jakoś zdarzyło, że ząb był pękł w dziwny sposób i od tego zaczęła się lawina \”sypiących się terminów\”. Bo z zębem jest tak, że nie da się go samemu naprawić, tylko trzeba iść do fachowca, który zna się na robocie. Na szczęście Roch ma znajomą Panią od zębów, która pomogła mu wyjść na prostą.

    W sumie pięć wizyt i chyba będzie dobrze. Chyba, bo ta piąta wizyta jest jeszcze przed Rochem. A dlaczego aż pięć? Bo Roch nie potrafi długo wysiedzieć na fotelu. Bynajmniej nie chodzi o ból i wiercenie, a o nudy. Roch nie lubi siedzieć w jednym miejscu bez ruchu, ale z otwartymi ustami. To też Pani stomatolog musiała wykazać się anielską cierpliwością, ale udało się pokonać najgorsze i teraz już tylko będzie z górki. Musiała też zabierać Rochowi ssak, którym ten bawił się przykładając go do języka.

    Ale dość tej dramy, lepiej przejść do lepszej części, czyli do roweru. W ostatni weekend Roch znowu pojechał na poszukiwania wjazdu na tą wymarzoną część drogi technicznej przy A1. Tak, to już jest nudne, ale Rochowi nie daje to spokoju bo wie, że tam jest superowe miejsce na gravelowanie. Jak jeszcze dojeżdżał do pracy to widział tę ścieżkę zza szyby samochodu, ale nie wie (jeszcze) jak tam wjechać rowerem, a na autostradę rowerem nie można wjeżdżać.

    Przed Rochem jeszcze jest dokończenie recenzji kół, na których teraz jeździ, a trzeba przyznać, że poszedł on po bandzie; koła są bezdętkowe, opona też jest szersza, ale o tym wszystkim i o innych smaczkach będzie już nie długo. Tak więc, nie licząc drobnego epizodu zębowego, który trwał około miesiąca, Rocha wraca do normalności. Najważniejsze, że pogoda dopisała na tyle żeby pojeździć na rowerze, bo z tego wszystkiego to właśnie jeżdżenia na rowerze brakuje Rochowi najbardziej. Fakt, że dni są coraz to dłuższe wzbudza w Rochu nadzieję, że po pracy wyłączy komputer, wskoczy w obcisłe i zrobi jakąś rundkę \”dookoła komina\”.

    Wcześniej było to trudniejsze, bo po pracy jeszcze godzina w samochodzie, ale teraz na home office ta godzina może być przeznaczona właśnie na pedałowanie i to podoba mu się najbardziej, a jak w końcu znajdzie ten właściwy wjazd to i rundka do Woźnik będzie możliwa, bo ten odcinek właśnie tam się kończy. Kto wie, może w najbliższy weekend Roch tego dokona. Na zakończenie zdjęcie z jednego z wypadów, bo była moc na tych ścieżkach.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Pierwsza gravelowa droga odkryta

    Marzec, już czuć nadchodzącą wiosnę, choć przeplata się ona jeszcze ze śniegiem, ale to już raczej ostatnie podrygi białego puchu. Przed nami wiosna, długie dni i możliwość pedałowania po pracy, nie wspominając już o weekendach. Ostatni weekend był ciut rowerowy, bo sobota była w siodle, a niedziela przed monitorem, bo trzeba było trochę rozwiązać problemów technicznych. Jednak abstrahując od siedzenia przed komputerem to sobota była owocna.

    Po pierwsze dlatego, że pogoda dopisała, a po drugie dlatego, że Roch znalazł pierwszą gravelową drogę w Częstochowie, która miała szutry, wyboje, ale była tak szybka, że można było wygenerować kurz spod kół. No ideał po prostu. Jak pogoda dopisze to Roch w kolejny weekend spróbuje znaleźć jej dalszą część. Jednak nawet to co był to już dało poczucie prawdziwego \”gravelowania\”, a nie jeżdżenia po ścieżkach w centrum.

    Droga ta jest drogą \”techniczną\” wzdłuż autostrady A1 (między węzłami Blachownia, a Południe). Jak uda się znaleźć jej dalszy ciąg to będzie to taka gravelowa \”Route 66\”. Jednak nawet i ten – całkiem spory – kawałek sprawił wiele frajdy, potem już tylko Blachownia i tam powiew normalności. Brower pod chmurką, czyli jak za dawnych czasów.

    Tylko, że teraz każdy udaje, że to nie jego ogródek, a \”jak przyjdzie policja to my nic nie wiemy\”. Do tego doprowadziły durne ograniczenia, że trzeba się rozglądać, bo ludzie są tak sparaliżowani strachem. Jednak nie ma co iść w politykę, bo nawet \”nielegalne\” użycie krzesełka na zewnątrz sprawiło Rochowi sporo radości i powiewu normalności.

    Tak więc udało się popedałować i w weekend i w tygodniu. Tak, w tygodniu też Roch zaliczył jeden dzień wolnego z okazji naprawy uszkodzonego zęba. Musiał znowu usiąść na fotelu dentystycznym, ale po wizycie sprawił sobie Dzień Dzielnego Pacjenta i poszedł na rower. Odkrył kolejne gravelowe tereny, choć początkowo chciał dalej eksplorować okolicę autostrady A1 to dobrze, że tego nie zrobił. Złapał go śnieżyca i wichura. Ciężko było jechać jak podmuchy były tak silne, że Roch musiał trzymać się roweru żeby go nie zdmuchnęło.

    Jednak taki obrót sytuacji sprawił, że Roch odkrył kolejne tereny do gravelowania, więc tam jeździł. Ogólnie weekend i jeden dzień tygodnia należy uznać za bardzo owocne. O ile pogoda pozwoli to najbliższy weekend będzie pod znakiem dalszego eksplorowania okolic autostradowych, bo tam podobno są fajne ścieżki, tylko trzeba znaleźć na nie wjazd.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Podsumowanie kończącego się weekendu

    Rowerowo ten weekend się już kończy, a więc można zacząć o nim pisać, jako o minionym. Przynajmniej pod względem pedałowania. Samego pedałowania było nie wiele, bo wciąż coś wyskakiwało pobocznego, ale koniec końców w sobotę Rochowi udało się wyskoczyć wieczorem na rower, a w niedzielę było pedałowanie z bombelkiem, który chciał odkrywać nowe drogi. Więc bujali się po osiedlach i skręcali w coraz to dziwniejsze trasy, aż w końcu udało się wyjechać na jakąś bardziej \”główną\” drogę, która prowadziła do domu. Na dłuższe wypady jeszcze jest ciut za zimno dla dzieciorów.

    Tak było w niedzielę; sobota zaś upłynęła pod znakiem wieczornego pedałowania, bo była to jedyna okazją żeby samotnie przejechać się kawałek na nowych kołach. Nie ma co zdradzać szczegółów, ale jedno jest pewne. Te koła są wytrzymałe. Całkiem przypadkiem wpakował się w schody, po których musiał \”awaryjnie\” zjechać. To są właśnie uroki jazdy po ciemku. Co prawda jest oświetlenie, ale niektórych przypadków nie jesteśmy w stanie wyłapać.

    I tak właśnie, całkiem przypadkowo, odpowiedział sobie na pytanie postawione w pierwszej części testu, ale o tym też napisze jak będzie na to pora. Niedziela niestety nie była możliwa solo, ale może przyszły weekend będzie bardziej luźny, no chyba że pogoda nie dopisze, co w marcu może się jeszcze zdarzyć. Niemniej jednak pozimowy rozruch jest w pełni. Subskrypcja Zwift została zawieszona, trenażer wylądował w piwnicy, a rowery w garażu bo temperatury ujemne nie są już przewidywane, a przynajmniej nie tak ujemne jak były tego roku.

    Teraz pozostały jeszcze dwie sprawy; zrobić porządek w garażu (po raz kolejny) i przymierzyć się do największego wyzwania, czyli do wylewki i przygotowania gruntu pod piwnicę. Jak uda się to dociągnąć do końca to będzie to mega osiągnięcie w tym roku, ale w planach jest jeszcze kilka epickich wypadów rowerowych. Jednak najbliższym wyzwaniem to jest przetestowanie kół, na jedno pytanie Roch już sobie odpowiedział.

    Zdjęcie z ostatniego wieczornego wypadu:

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Z impetem w nowy tydzień

    Są na świecie dwie rzeczy, które u Rocha powodują przypływ chęci. Pierwsza z nich to kilka dni wolnego, a druga to zapowiedź wiosny. Ten czas, kiedy dzień robi się coraz dłuższy, a powietrze zaczyna pachnieć wiosną. Kiedy jeszcze Roch dojeżdżał do pracy to pamięta jak wychodząc z budynku czuć było powiew wiosny; świeże powietrze (nie licząc śląskiego smogu) uderzało do głowy i powodowało chęć do pedałowania, aż serce pękało, że trzeba było wracać autem. To był ten moment kiedy wszystko budziło się do życia i chęć robienia czegoś kiełkowała w Rochu. I tak jest w tym roku z tą różnicą, że Roch nie dojeżdża do pracy, bo teraz praca dojechała do niego.

    Po ostatnim, krótkim, urlopie Roch zabrał się w końcu za to co miał do zrobienia, a mowa tu oczywiście o złożeniu kół, które były prawie kompletne, a jednak wszystko było w rozsypce. O szczegółach nie będzie pisał, bo na to za wcześnie, ale już teraz może zdradzić, że \”no to jest coś wielkiego\” i nie chodzi tu o średnicę, a jakość i ogólne działanie. Oczywiście nie obyło się bez wpadek, ale to będzie też wykorzystane w nadchodzącej recenzji.

    Jak już te koła założył i zamontował to wymyślił sobie, że stary komplet, oryginalny Gianta weźmie na serwis. Przednia oś zaczyna coś \”chrobotać\”, więc pewnie odrobina nowego smaru by się przydała, ale to dopiero jak zrobi się ciepło. Warunki piwniczne są dużo gorsze niż te garażowe. O ile po raz kolejny posprząta garaż bo przez zimę znowu zarósł. Wczoraj, kiedy skończył składać koła, było już za późno na jeżdżenie, ale za to dzisiaj pojechał do szkoły bombelka po książki.

    Fajnie tak znowu wsiąść na gravela i pojeździć. Zima w tym roku była mniej łaskawa niż w zeszłym, ale i tak styczeń nie był najgorszy, a luty upływał Rochowi pod znakiem składania kół. Jednak teraz już jest wszystko przygotowane na nadchodzący weekend. O ile pogoda dopisze to Roch wsiada na rower i jedzie przed siebie. Oczywiście nie obyło się bez ofiar. Na placu boju poległa pompka, którą Roch wykorzystywał do napompowania bezdętkowego koła, a to wcale nie jest takie proste.

    Żeby opona wskoczyła w stopkę trzeba podać spore ciśnienie w krótkim czasie, a Roch nie ma odpowiedniego kompresora, ani specjalnej pompki. Domowe DYI z butelki po Coli i dwóch wentyli też średnio się sprawdziło, ale ta pompka dawała radę. Za czwartym razem udawało się osadzić oponę w obręczy. Teraz trzeba będzie się rozejrzeć za nową, ewentualnie naprawić starą.

    Tak czy inaczej Roch zabiera się do roboty ze zdwojoną siłą, a w najbliższy weekend – o ile pogoda pozwoli – można spodziewać się jakiejś relacji z pedałowania.

    Roch pozdrawia Czytelników.

    PS.
    Gravel na nowych kołach
    Zdjęcie robocze

  • Odpoczynek od rowerów, czyli spóźnione ferie

    No i udało się wyjechać na ferie. Dzięki łaskawości naszego \”najjaśniej nam panującym czempionom\” otwarła się możliwość spędzenia choć odrobiny czasu na smyczy dłuższej niż tylko \”do sklepu i z powrotem\”. Korzystając z otwarcia stoków i hoteli Roch wraz z dzieciorami wyjechał na spóźnione ferie, bo te właściwe dzięki nieudacznictwu naszych czempionów zostały spier*ne doszczętnie, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

    Jak tylko pojawiła się informacja, że smycz zostanie wydłużona, tak Roch zaklepał termin wyjazdu, co nie było łatwe, bo cały kraj rzucił się na wyjazdy więc Roch brał co było wolne, ale koniec końców wybrał bardzo dobrze. Kierunek to Wisła, a tam Nowa Osada, bo bomebelki lubią jeździć na nartach. I szczerze to był to powrót do normalności – takiej, która była znana z 2018 i 2019 roku. Nie było imprez, ale też każdy zachowywał się normalnie. 

    Normalność uderzyła Rocha do tego stopnia, że chciał jechać do Czech, ale potem Żonka sprowadziła go do roku 2021, nowego porządku, bo bez testu nie da się nigdzie wyjechać. Jednak abstrahując już od polityki i naszych \”Czempionów\” to odpoczynek mega, mimo że bembelki nie zawsze chciały współpracować to finalnie każdy ciut odpuścił i było elegancko. Młoda na snowboardzie pomyka jak stary wyjadacz, a Młody na nartach sam już zjeżdża. Jak na pięciolatka to całkiem niezłe osiągnięcie. Codziennie po cztery godziny na stoku to niezły wynik. Roch tylko chodził i doładowywał skipass\’y.

    Ogólnie te cztery dni we Wiśle to genialnie spędzony czas. Z jednej strony obserwowanie jak dzieciory wchodzą na kolejny poziom osiągów sportowych, a Młody dodatkowo socjalizuje się, Młoda zawiera nowe znajomości; dodatkowo Roch przekonuje się, że narty nie są dla niego, on jednak najlepiej czuje się w siodełku rowerowym, ale to niczego nie przesądza, bo za rok Roch spróbuje snowboardu. Narty nie są dla niego, albo Roch nie jest stworzony dla nart.

    Podsumowując i trzymając się z dala od polityki: wypad superowy, dzieciory ogarniają samodzielnie stok, baterie naładowane i odrobina normalności w tym nienormalnym czasie. Aż chce się wracać do tego. W dodatku miejscówka, w której się zatrzymali bardzo, ale to BARDZO fajna. Gospodarze to fenomenalni ludzi i Roch wie co pisze – nigdy nie było mu tak dobrze jak tam. Wracając do domu Roch już kombinował jak tu urwać się na jakąś majówkę, bo odkrył Wisłę na nowo. Zarówno pod względem lokalizacji, jak i normalności, której tak Rochowi brakuje.

    Majówka, na 99%, znowu we Wiśle.

    PS. Jak ktoś chce spędzić fantastycznie czas, w fantastycznej lokalizacji, z fantastycznymi ludźmi to tylko tutaj: Villa Kokosowa. Nie ma lepszego miejsca, a już na pewno nie ma lepszych ludzi.

    PS.2: Od poniedziałku wracamy do rowerów.

  • No i jak tam po weekendzie?

    Czas najwyższy trochę zaktualizować postęp prac nad składaniem kół, których Roch pisał w tej notce Zestaw kół do szosy i gravelu XLC WS-D01 – część pierwsza. Później pojawiła się rozkmina, czy koła dętkować, czy mlekować i ostatecznie pojawiła się ankieta. Udział w niej był liczny; jedna odpowiedź sugerowała żeby mlekować. Temu anonimu bardzo dziękuję za popchnięcie Rocha w dobrą stronę. I tak na zamówione zostały tarcze, wentyle i opaska uszczelniająca. Tarcze jedynie słuszne i w sumie jedne z niewielu dostępnych modeli. Nie licząc XTR, czy Ultegry to wszystko inne jest fest ciężko dostać od ręki. COVID faktycznie odcisnął piętno na branży rowerowej. Z tego co Roch dowiedział się w zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym to zamówienia przychodzą jak chcą i kiedy chcą, a najczęściej to przychodzą niekompletne. Tak więc jeśli coś się opóźnia to na prawdę sklep jest najmniej winny, cały łańcuch dostaw dostał w łeb.

    Jednak Rochowi udało się kupić tarcze, te które chciał i chyba jedyne rozsądne i jakościowo i cenowo. Tańsze Deore są tylko pod klocki mineralne, a i jakość hamowania jest gorsza, odrobinę droższe XT już są pod klocki metaliczne (+żywiczne) i można założyć, że będą dobrze hamowały. Do tego wentyle i taśma, które na stronie producenta też były wyprzedane i trzeba było ratować się na Allegro. No ale komplet jest i jest nawet zamontowany, poza tylną tarczą bo piasta ma śrubkę regulacyjną grubszą niż nakrętka center lock\’a i trzeba kupić inną nakrętkę, taką pod osie 15 mm, która oznaczona jest symbolem SM-HB20, ale ta już też idzie.

    Przednie koło, nie licząc opony jest gotowe. Tylne ma założoną tarczę, ale nie przykręconą i pozostaje kwestia przełożenia kasety, ale to już na sam koniec zostanie. No i opony. Opon też jeszcze Roch nie ma, ale żeby nie przedłużać to przełoży opony ze starych kół i na spokojnie ogarnie temat nowych opon tak żeby mieć dwa komplety kół. I plan ma taki, że koła XLC będą miały oponę bardziej szutrową, a oryginalny zostaw kół będzie bardziej szosowy. No chyba, że coś się jeszcze zmieni, bo to tylko pomysł, a dopiero jego realizacja pokaże, w którą stronę pójdzie Roch.

    Na tę chwilę Roch czeka na nakrętkę, która przykręci się do tylnej piasty. Swoją droga te koła mają maszynowe łożyska i sprytny system regulacji luzów, przez co dołączona do tarcz nakrętka nie pasuje, ale za to można luzy kasować na założonym kole, bez konieczności wyjmowania koła z ramy, ale o tym w drugiej części, która już gdzieś tam się pisze.

    W tym tygodniu czekają jeszcze Rocha ferie, te zaległe, bo otworzyli łaskawie stoki i hotele to można, korzystając z odrobiny wolności pojechać gdzieś na dłuższy weekend. A po powrocie zabieramy się za mlekowanie kół.

    Roch pozdrawia Czytelników.