Autor: Roch Brada

  • Gumowy tydzień

    Gumowy tydzień zaczął się na początku tygodnia notką zatytułowaną Się przebiło. Wtedy to Roch obwieścił, że złapał gumę i musiał jechać do Adventure po łatki. I już myślał, że w tym miesiącu limit pękniętych gum został wyczerpany.

    A tu proszę – nie dalej jak dziś Roch złapał kolejną gumę, tym razem w tylnym kole. Cała historia zaczęła się na Pniowcu gdzie wyczuł dziwne pływanie tyłu. No więc zatrzymał się i sprawdził twardość tylnej opony. W tym momencie zalał go zimny pot, a kolana ugięły się pod nim niczym pod mitologicznym Atlasem.

    Już wiedział ten dziesięciokilometrowy marsz pchając rower. Jednak postanowił maksymalnie skrócić sobie marsz dojeżdżając ile tylko się da, a właściwie ile tylko powietrza jest w dętce. Oczywiście został wybrany wariant asfaltowy, możliwie równy. Co chwilę zatrzymywał się i sprawdzał, czy przypadkiem nie jedzie na obręczy.

    Na szczęście powietrze schodziło na tyle wolno, że pokonał cały dystans, czyli 10 kilometrów i znalazł się tuż pod domem. Wychodzi na to, że dziurka jest mikroskopijna, albo nawalił wentyl. Tak czy inaczej jutro Roch czeka bój z tylnym kołem, które – korzystając z okazji – zostanie umyte tak żeby jego przedni odpowiednik nie musiał się wstydzić za (lekko) starszego brata.

    No i to chyba koniec przygód Rocha – obie gumy zostały przebite więc na jakiś czas jest spokój.

    Szczęśliwy Roch pozdrawia Czytelników.

    P.S: Poza Pniowcem zostały jeszcze zaliczone Repty.

  • I co tu począć?

    Na pierwszy ogień pójdzie miła dla Rocha wiadomość, a mianowicie zbliżające się zakupy rowerowe. Przednie koło w Rochowym rowerze zaczyna odmawiać posłuszeństwa dlatego Roch sięgnął do słoika z napisem \”skarbonka Rocha. Co łaska.\”, który od dawien dawna świeci pustkami. To był znak dla rodziców, że coś się święci.

    Kolejnym znakiem były wyniesione śmieci, do których Roch zabrał się bez ponaglania i podstawiania worka pod nos. W końcu padło sakramentalne \”ile potrzebujesz?\”. Roch popadł w zadumę po czym powiedział, że 200 zł na pewno wystarczy.

    I tak, z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka, do Rochowej skarbonki trafił banknot o wyżej wymienionym nominale z przeznaczeniem na przednie koło. Później wizyta w Adventure gdzie Roch, wraz z Michałem, przebierał w dostępnych częściach.

    Po godzinie, z dużą górką, Roch był gotów do przedstawienia listy części. I tak zakupiona obręcz to Alexrims DH22, piasta to kooltowe Shimano XT HB-M775 i szprychy, nie mniej kooltowe, Sapim.

    ****
    Po zakupach Roch chwile posiedział w domu, a o godzinie 1800 wybył na wieczorną przejażdżkę. Udał się na Pniowiec, dostojnie pedałując i wybierając co chwilę owady spod kasku. Jednak do tego jest już przyzwyczajony i opanował sposób zdejmowania kasku bez zatrzymywania roweru. Na Pniowcu postanowił, że powrót będzie typowo siłowy, tak żeby wykręcić niezłą średnią.

    I wykręcił. Na odcinku 10-u kilometrów (lekko pod górkę lub płasko) licznik wskazał średnią prędkość 26km/h co jest dobrym znakiem. Roch nie wyszedł z wprawy i nadal jego nogi są w stanie zostawić niejednego w tyle.

    Miał też opisać pewnie spotkanie, ale szkoda pisać. Gdyby jednak chcieć to streścić jednym słowem to, bez namysłu, Roch napisze: zawiedziony. O, i to byłaby kwintesencja wpisu, jak to mawiała Pani od fizyki.

  • Zaproszenie na VII mistrzostwa w kolarstwie górskim „Repty 2008”

    Wszystkich miłośników kolarstwa górskiego Roch pragnie zaprosić na zawody MTB \”Repty 2008\”, które odbędą się 1 czerwca 2008 w Reptach Śląskich. Początek zawodów przewidziany jest na godzinę 1100. Start odbędzie na stadionie sportowym \”tarnowiczanki\”.

    Długość pętli ok. 3,5 kilometra. Kategorie wiekowe:

    1. 5 – 9 lat (1 pętla) start godz. 1100
    2. 10 – 14 lat (3 pętle) start godz. 1130
    3. 15 – 19 lat (5 pętli) start godz. 1230
    4. 20 – 30 lat (5 pętli) start godz. 1400
    5. 31 – 49 lat (5 pętli) start godz. 1530
    6. powyżej 50 lat (3 pętle) start godz. 1130
    7. Pracownicy GCR Repty (3 pętle) start godz. 1130

    Dekoracja zawodników odbędzie 20 minut po zakończeniu wyścigów w danej kategorii wiekowej. Wpisowe wynosi 5 złotych, czyli tyle ile kosztuje paczka papierosów, a zyskujecie wspaniałą zabawę i zdrową rywalizację.

    Uwaga! Aby wystartować w zawodach należy posiadać:

    a) Sprawny rower.
    b) Kask.
    c) Zgodę rodziców na uczestniczenie w zawodach.

    P.S: Będzie to także okazja do spotkania się z Rochem \”twarzą w twarz\”.

  • Się przebiło

    Na wstępie wieczornego wpisu Roch śpieszy przeprosić Czcigodnych za wczorajszą ciszę, ale stan w jakim Roch wrócił do domu uniemożliwił mu otwarcie lodówki, nie mówiąc o tym, że skutki wywrotki na schodach czuje do dziś. Nadarzyła się okazja żeby świętować to i Roch zaszalał. Szkoda pisać – wstyd i gańba.

    Jednak dziś w rześki Roch postanowił, że dzień spędzi na rowerze. I tak też się stało. Nie licząc drobnej wpadki z pineską, która przebiła oponę, że o dętce Roch nie napisze. Szybko udał się do Adventure po komplet łatek, które miały załatać powstałą dziurkę.

    Po powrocie do domu Rochowi nie bardzo chciało się wyjmować koło, zdejmować oponę, ale w niedalekiej perspektywie był wypad z Michałem to i warto było zakleić dętkę.

    Po szybkiej naprawie Roch był zwarty i gotowy do intensywnej jazdy. Jednak ani Michałowi, ani Rochowi nie chciało się jeździć. Plan więc był prosty – Repty i tam lans po ścieżkach, zero wysiłku, ani kropli potu na skroni. Tak też się stało – wypad był bardzo rekreacyjny do tego stopnia, że zakończył się na ławce na rynku gdzie podziwiali różne różności.

    Zdarzył się rowerzysta, który przypiął rower do barierki i usiadł z piwem po drugiej stronie, tak żeby jego \”wypasiony i cudowny\” full był ogólnie podziwiany przez pospólstwo \”się nie znające\”. Śmiechu było co nie miara, ale z drugiej strony lanserska Merida to duży powód do parkowania pod ogródkiem piwnym.

    Na zakończenie Roch pragnie jeszcze raz przeprosić spragnionych – o ile tacy są – twórczości Rocha, ale wczoraj był wyjątkowy dzień.

    Późną porą Roch pozdrawia Czcigodnych Czytelników.

  • Wszystkim mamom

    Roch życzy tego co najlepsze, a zdrowia i cierpliwości do swoich pociech przede wszystkim i śpieszy z kwiatuszkiem:

  • Czysto prywatna Jura Rocha

    Od wczoraj wiadomo, że planowana na dziś Jura nie wypaliła, ale zastępczo został zaplanowany wypad na Zatopioną Kopalnię. Zbiórka w Miasteczku Śląskim o godzinie 0900 (z tolerancją +- 10 minut). Roch zjadł solidne śniadanie, które przygotował sobie sam ponieważ reszta domowników jeszcze spała. Wchłonięte kanapeczki zostały popchnięte ciepłą kawką.

    Jeszcze krótka drzemka nad pustym talerzem i już o 0830 Roch był wypoczęty. Szybka toaleta, znalezienie jakiejś, w miarę czystej, koszulki i już można pędzić do Miasteczka. Trasa przyjemna, ruch zerowy ponieważ w lesie zazwyczaj samochody nie jeżdżą.

    Punktualnie o umówionej godzinie Roch zasiadł na ławeczce i podziwiał manewrującą lokomotywę SM42. Od dawien dawna Roch jest fanem kolejnictwa to i jedna lokomotywa sprawiła mu wiele przyjemności. W między czasie rozbrzmiał telefon Rocha.

    Cześć.. – Powiedział Koyot.
    Sie ma – Odpowiedział Roch.
    .. stary, zaspało mi się – Dokończył.
    Każdemu się zdarza, nie ma sprawy – Powiedział Roch.

    I faktycznie nic się nie stało – wyjazd został przełożony, ale nie odwołany. Roch postanowił, że jednak zrobi kilka kilometrów. Popedałował w kierunku Chechła, na jednym z odcinków specjalnych towarzyszył mu pies dobierający się do jego łydki, ale szybkość Rocha nie zna granic.

    Z Chechła pojechał do domu i tam zabrał się za pracę. Nie przesadzał z tworzeniem bo powszechnie wiadomo, że nie można się przemęczać, szczególnie w niedzielę. Nastało popołudnie.

    ****
    Po tym jak na Nasz Wielki Polak w F1 zajął drugie miejsce Roch nie mógł wytrzymać i też musiał poczuć wiatr pod kaskiem. Megi nie fatygował, ale wsiadł na rower i postanowił, że zaliczy kilka ciasnych wiraży, poczuje jak to jest gdy przeciążenie sięga 4G. Gdy skończył już marzyć napisał do Michała, czy nie chciałby mu towarzyszyć.

    Niestety, jak na złość, też nie mógł bo lansował się gdzieś daleko. Kolejna samotna przygoda tym razem na Reptach. Roch manewrował między drzewami niczym Nasz Wielki Polak w F1 na torze wyścigowym pokonując kolejne ciasne zakręty.

    Od czasu do czasu Roch zajeżdżał do pit stopu żeby uzupełnić płyny, znaczy paliwo tudzież kondycję. Po kilku pętlach na Reptach Roch stwierdził, że są kobiety, które potrafią jeździć na rowerze! ba, mają uśmiech na twarzy gdy pedałują (uprzedzając komentarze – mają siodełka).

    To dlaczego do jasnej cholery Roch nie trafił na taką pedałującą niewiastę? Jedne nie mają na czym, a inne wolą spędzać czas w zadymionym PUBie lub lansować się gdzieś tam indziej.

    Jednak są w życiu Rocha Przyjaciele i jedna Przyjaciółka(!!), którzy podzielają rowerową pasję i to się liczy i to jest najważniejsze.

    Roch pozdrawia Czytelników.

  • Samotnie w krzakach

    Sławne już trampki lub, jak niektórzy wolą, halówki Rocha dokonały żywota. Szczęście, że w sobotę nie ma żadnego święta i można było pojechać na zakupy. Sklep od dawna ten sam, cena również stała (ciekawe kiedy będzie rabat). Jedyne co nie jest stałe to rozmiar. Raz jest 44, a raz 45. Akurat dziś Roch trafił na partię robioną przez Chińczyka, który ma duże stopy bo zakupiony rozmiar to 45.

    Po udanych zakupach wrócił do domu, zjadł obiad i wyszedł na rower. Początkowo chciał jeździć z Michałem, ale nie udało się więc Roch zabrał z sobą mp3grajka, a w nim mnóstwo nowej muzy, ale o tym przy końcu dzisiejszej notki. W związku z samotnym wypadem Roch pojechał, bezpiecznie, na Repty i tam buszował po krzakach.

    Przed nim jednak smutna konieczność poinformowania Koyota, że jutrzejsza Jura jest raczej niemożliwa bo Roch dał ciała i popołudniu musi być w domu. Usiadł więc biedny Roch na murku, wyjął telefon, wcisnął klawisz 2 i zieloną słuchawkę.

    Cześć gusiu – Usłyszał delikatne głosik w słuchawce.
    Yyyyyyyeeeeeeeeeeeeoooooooooooooohmmmmmmmm – Roch okazał zdziwienie bo spodziewał się gromkiego \”joł, joł Roch!\”.
    Halo, halooooo – Testował rozmówcę.
    Słyszę Cie doskonale – Odpowiedział głosik.

    Roch uruchomił procedurę przypominania sobie kto ma taki głos i po dłuższej chwili wypowiedział, mniej lub bardziej, składne zdanie.

    Kasia????? – Zapytał.
    Tak, Koyot śpi – Odpowiedziała rozmówczyni.
    Aaaa już myślałem, że numery pomyliłem – Odpowiedział będąc nadal zdziwiony.

    W ten sposób Rochowi udało się ujść z życiem bo wyspany Koyot jest mnie groźny niż ten niewyspany. Po ustaleniach i negocjacjach jutrzejszy wypad dojdzie do skutku, ale tylko na zatopioną kopalnie, gdzie Roch zapuści swój szalony aparat i postara się pstryknąć kilka miłych dla oka zdjęć.

    Ot i na tym koniec.

    Nadal zdziwiony Roch pozdrawia Czytelników.

    P.S: Jeśli ktoś ma zapis rozmowy to proszony jest o udostępnienie w celach ustalenia, co Roch wygadywał bo on sam nie jest w stanie przypomnieć sobie.

    P.S.2: Licznik wskazał 3407km w 2008 roku.

    P.S.3: Obiecana muza: Shanks & Bigfoot – Sweet Like Chocolate

  • Relaks

    Od rana Roch siedział nad płytką drukowaną i lutował poszczególne elementy tworząc coś co, przynajmniej w założeniu, miało przypominać jego pracę dyplomową. Po sześciu godzinach w oparach cyny i kalafonii Roch ogłosił wiktorię i spalił procesor podczas testowego uruchomienia. Na szczęście w zapasie jest kilkanaście innych procesorów dzięki czemu Roch może szaleć.

    Ale nie o tym chciał pisać. Są rzeczy ważniejsze niż jakieś tam procesory, maksy232 lub inne kalafonie. To wspólny wypad, z Michałem, który dokonał się dziś w godzinach wieczornych. Obejmował on Dolomity, które zostały zdobyte pomimo błota, które było wszechobecne.

    Z Dolomitów Roch wraz z Michałem planowali pojechać na Chechło, ale późna godzina skłoniła ich do pozostania blisko domu. Tak więc pozostał lans na Rynku. Było to o tyle dobre rozwiązanie, że nie trzeba było nigdzie daleko jechać żeby zobaczyć skąpo ubrane Panie w swoich mini paskach na biodrach – w końcu piątek wieczór mamy.

    Na tym kończy Roch pisanie swoje gdyż zmęczenie i odurzenie oparami cyny zrobiły swoje. Roch wtula się w swą poduchę i idzie spać.

    Zanim jednak pójdzie spać to pragnie pozdrowić \”tajemniczą\” Grażynę, która co jakiś czas napisze do Rocha miłego maila dzięki czemu Roch nadal ma ochotę opisywać swoje rowerowe podboje.

    Śpiący Roch pozdrawia tajemniczą Grażynę i pozostałych, równie tajemniczych, Czytelników.

  • Świąteczne pedałowanie

    W końcu przestało padać chociaż chmury pozostały. Cały czas straszyły deszczem, ale jakoś nie padało. Roch wybrał się na rower żeby przewietrzyć umysł, pozbyć się tych wszystkich rejestrów SFR, SBUF i innych mało ważnych pierdół. Wziął z sobą aparat, ale podczas próby użycia okazało się, że akumulatorki, jak zawsze zresztą, są rozładowane.

    Początkowo Roch udał się w miasto żeby sprawdzić, czy faktycznie pogoda nie spłata figla i nie zmoczy Rocha w najmniej oczekiwanym momencie. Dodatkowym zabezpieczeniem była kurtka, która przemaka dopiero po 50-u kilometrach w pełnym deszczu co zostało sprawdzone podczas jednego z zeszłorocznych wypadów. Pogoda chyba wyczuła Rocha i nie starała się go zaskoczyć bo wiedziała, że i tak nie zawróci do domu.

    Gdy był już pewien pogody wybrał się na Repty bo wiedział, że w świąteczny dzień nikogo tam nie będzie. Na miejscu okazało się, że faktycznie nikogo tam nie ma, poza garstką jeźdźców na quadach napędzanych zbożem. Efektem ubocznym takiego napędu jest to, że taki quad, od czasu do czas, wydala resztki z siebie wprost na ścieżkę, po której jedzie Roch. Jednak lepsze to niż ryk ich młodszych mechanicznych braci.

    Z Rept Roch pojechał na Pniowiec celem zrelaksowania się i oczyszczenia opon z resztek błota, którego na Reptach było pod dostatkiem. W Pniowcu Roch został wyprzedzony przez chłopaczka jadącego na swoim komunijnym fullu. Dał za wygraną – niech inni też mają satysfakcję z wyprzedzenia Rocha.

    Spokojnie pedałując dojechał z powrotem w okolice domu swojego, ale wskazania liczniki go nie satysfakcjonowały. Marne 30 kilometrów to każde dziecko na swoim komunijnym rowerku potrafi zrobić. Roch rozpoczął drugą pętlę tak, aby mieć przynajmniej 40 kilometrów. Pojechał do lokalnego parku może kogoś tam spotka, ale jak na złość wszyscy siedzieli w domach bojąc się tych strasznych chmur.

    Całość wypadu została zamknięta w 45 kilometrach. Bo trzeba zostawić trochę sił na niedzielę i Jurajski wypad. Szczególnie, że zaplanowane zostało około 100 kilometrów w siodle. Hmmm można obstawiać, czy Roch wytrzyma z Cyborgiem Koyotem taki dystans.

    Tak czy inaczej Roch pojedzie i dojedzie, a czy wróci to już inna kwestia.

    Roch pozdrawia Czytelników, tych wiernych i tych okazjonalnych.

  • Czas goni nas

    Nas, czyli Rocha, a dokładnie to gonią Rocha terminy. Zbliża się termin oddania pracy dyplomowej, a Roch – delikatnie pisząc – wyszedł dopiero co z lasu na polankę, ale nadal wpada w dziury. Dokument Worda, w którym Roch piszę prace, puchnie z dnia na dzień, przybywa rozdziałów. To samo z częścią praktyczną – przybywa linii kodu, jutro zrobi się urządzenie i może zadziała.

    Ale koniec smęcenia. W najgorszym wypadku Roch powtórzy semestr, a dzięki temu kolejny raz ucieknie od wojska, nadal będzie biednym studentem. Trzeba jednak być dobrej myśli, zacisnąć zwieracze i wziąć się do roboty.

    Dziś udało się wyrwać na rower – co prawda na chwilę tylko, ale co Roch pojeździł to jego. Podjęta została próba zaliczenia Pniowca, ale na pewnej ulicy Rocha zawróciły chmury. I dobrze bo po chwili z nieba ponownie lunęło.

    Na weekend została zamówiona super pogoda ponieważ planowana od dawna Jura musi w końcu dojść do skutku i trzeba zaliczyć Mirów i pierogi.

    Roch nie pisze dużo bo od tej cholernej pracy to palce go bolą.

    Obolały Roch pozdrawia Czytelników.

  • Deszczowo i bezrowerowo za to w butach

    Z samego rana Roch udał się do zaprzyjaźnionego PWiK sprawdzić co tam słychać nowego, a nóż jakiś nowy serwer przyjedzie lub inne fajne urządzenie, które można skonfigurować tak, że przestanie działać.

    Niestety nic nie przyjechało to Roch pstryknął dawno zapowiadaną fotkę ostatniego serwera jaki zagościł w klimatyzowanym pomieszczeniu. Jak na nowego przystało od razu dostał najgorsze miejsce bo cały czas jest obijany drzwiami. W końcu zastrajkuje i odmówi posłuszeństwa.

    Zdjęcie pozostawia wiele do życzenia, ale lepsze takie niż żadne. W tle widać skromne zasilacze UPS, na których swego czasu Roch testował działanie czajnika elektrycznego. Niestety UPS\’y nie wytrzymały bujnej fantazji Rocha i się zepsuły.

    Poza wizytą w zaprzyjaźnionym PWiK Roch pojechał do Katowic celem zakupienia sobie wypasionych i bardzo młodzieżowych butów. Błądząc w czeluściach Silesia City Center, w poszukiwaniu Salomona, Roch przyglądał się przebywającym tam dziewczynom, które obłożone stosami toreb chodziły od sklepu do sklepu i grymasiły.

    Całe zakupy Rocha wyglądały tak:

    (jeszcze w samochodzie):

    – Dzień dobry, chciałbym zapytać, czy mają państwo w ofercie takie młodzieżowe buty? – Zapytał telefonicznie.
    Dzień dobry, tak mamy. Jaki rozmiar pana interesuje? – Zapytał miły, o zgrozo!, pan.
    Minimum 43.. – Odpowiedział Roch.
    O! Są akurat i mamy jeszcze 44,5 – Odpowiedział Pan.

    (już w Salomonie):

    Witam, dzwoniłem w sprawie młodzieżowych butów – Powiedział Roch.
    O! Tutaj proszę 43, a tu 44,5 – Powiedział tenże pan podając dwa pudła.
    Hmmmm to poproszę 43 – Powiedział po chwili Roch.

    Jeszcze wizyta w kasie, spłukanie się i można powiedzieć, że kupno butów zajęło Rochowi circa 10 minut. Bez wybierania, bez grymaszenia, bez zbędnych pytań. Niektóre kobiety powinny uczyć się jak dokonywać zakupów. Roch chętnie udzieli kilku lekcji.

    Siedzący w młodzieżowych butach Roch pozdrawia Czytelniczki i Czytelników.

  • Zwlekał do ostatniej chwili

    Od rana padał deszcz dlatego Roch siedział w domu. Z jednej strony to dobrze ponieważ znowu posunął swoją pracę, dzięki czemu jest coraz bliżej, ale jeszcze kilka razy będzie musiał ją posunąć. Z drugiej strony siedząc w domu Roch nie potrafił znaleźć sobie miejsca i wena co rusz to uciekała.

    Po południu zakończył posuwanie pracy i zajął się czynnościami przyjemniejszymi, czyli przeglądaniem zasobów Internetu. W tle przygrywała muzyczka, czyli sielanka. Do póki nie przestał padać deszcz. Wtedy to Rochem zaczęły targać dylematy moralne.

    Niczym Hamlet zadawał sobie pytanie: \”iść albo nie iść, oto jest pytanie\”. Zadawał sobie je długo, a deszcz nie powracał. W końcu nastała pora kolacji, niebo ponownie zaszło chmurami i z roweru nic nie wyszło. Może to i dobrze ponieważ Roch ponownie miałby problemy z wejściem do domu.

    Tak więc Roch przesiedział cały dzień w domu i zadając sobie pytanie, czy iść na rower, czy nie. I nie poszedł.

    Kiwający Roch pozdrawia Czytelników.

    P.S: Jedna z niewielu notek, w których pojawił się akcent literacki świadczący o tym, że Roch to – jakby na to nie patrzeć – bystra i skromna bestia.