Autor: Roch Brada

  • Pierwszy dzień wiosny

    Z okazji pierwszego dnia wiosny Roch życzy wszystkim Czytelnikom pierwszej wiosennej miłości (lub odświeżenia starej), radości, słońca, opalenizny, najdłuższych wakacji, rozpoczęcia przygody z rowerem i spełnienia wszystkich pozostałych marzeń.

    A co? Każda okazja na życzenia jest dobra.

    Poza tym pierwszego dnia wiosny leży śnieg. Cóż, kolejny wybryk wiosny.

    Wiosenny Roch pozdrawia Czytelników 🙂

  • Żarówka

    Udało się pojeździć na rowerze. Była to nagroda za poranną pomoc w porządkach przedświątecznych, w których Roch brał czynny udział. Dostał bojowe zadanie umycia kloszy w żyrandolu. Do zadania podszedł bardzo poważnie, przywdział żółte rękawice lateksowe, zaopatrzył się w wiaderko wody, ręczniki papierowe i mały stołeczek żeby nie nadwyrężyć się przy odkręcaniu kloszy.

    Gdy już klosze lśniły Roch postanowił zrobić niespodziankę i zabrał się za czyszczenie żarówek. Bo klosze lśnią, a żarówki zarośnięte kurzem. Pierwsza poszła gładko, druga również, a przy trzeciej zaczęły się schody.

    Noooo wyyyyyyłaaaaaźźźźźź – Krzyczał na oporną żarówkę.

    No i wylazła. Do tego stopnia, że wylądowała na podłodze.

    Nosz ku*a! – Krzyknął.
    Co się stało? – Zapytała mama Rocha.
    No widzisz kurka, robią taki badziew to się psuje – Ewidentnie Roch obwiniał głodnego Chińczyka za błędy technologiczne.
    Pójdziesz do Marketu to kupisz nowe – Powiedziała mama.
    Pójdę, ale dopiero jak wrócę z roweru – Odpowiedział Roch i zamiótł zwłoki żarówki.

    Na rowerze Roch długo nie jeździł. To za sprawą śniegu, który spadł. Widać teraz będzie Boże Narodzenie, ale to i dobrze. U Rocha zawsze gwiazdka była bardziej obfita niż zajączek.

    ****

    Masz tu chłopcze 20 zł i idź kupić żarówkę – Powiedziała mama wręczając banknot Rochowi.
    Tylko taką energooszczędną kup – Po chwili dodała.

    Fakt – trzeba oszczędzać środowisko. Roch udał się do Marketu, na dział żarówkowy żeby kupić jakąś super oszczędną żarówkę. Wybór ogromny, kształty, wielkości, moce, gwinty. Nawet najbardziej wymagający osobnik znajdzie żarówkę dla siebie.

    Oooo a to co? – Stanął jak wryty.
    Promocja żarówek – Przetarł oczy i spojrzał na cenę.
    Mama będzie ze mnie dumna – Pomyślał Roch i pognał do kasy.

    Pognał przez dział z alkoholami chcąc kupić puszkę Stronga, ale co za dużo to nie zdrowo. Poza tym wkręcanie żarówki pod wpływem może skończyć się zwarciem i wybiciem korków. Po 15-u minutach stania w kolejce do kolejki Roch zapłacił za dwie żarówki energooszczędne całe 6 złotych.

    Tutaj są żaróweczki, a tu 14-e złotych reszty – Powiedział wręczając zakupy mamie.
    No widzę, że Twój zmysł ekonomiczny (w domyśle zamiłowanie do piwa) zadziałał – Zażartowała mama.
    No a jak – Odpowiedział Roch i zasiadł do pisania notki na blogu.

    Kończąc ten przydługi wpis Roch poleca się nie tylko do zlotów i rowerów, ale także do doradztwa w sprawie oświetlenia i doboru energooszczędnych żarówek.

    Jaśnie oświecony Roch pozdrawia Czcigodnych Czytelników.

    P.S: Jak na 2.99PLN to nawet się jarzy.

  • Przypowieść o siódmym dniu

    Dnia siódmego Roch rzekł: odpoczywam dziś albowiem przez dni ostatnie tworzyłem intensywnie i tworzeniem tym zmęczony jestem. Zaprawdę powiadam Wam, że rozłożenie i złożenie roweru to bardzo męczące zajęcie. Powziął więc, Roch, decyzję męską i od rana w łożu swym, baldachimem osnutym, leżał i nic nie robił.

    Dlaczegóż to Rochu, synu mój pierworodny, nic nie robisz? – Zapytała Mama.
    Azaliż powiadam Ci kobieto, że zmęczony jestem i dziś jak ta dętka pusty jestem – Odpowiedział Roch.

    Przeto każdy żak wie, że Bóg tworząc Świat też siódmy dzień na odpoczynek przeznaczył i oddawał się podziwianiu dzieła swego, które stworzył. I Roch tak postąpił.

    Zbliżało się popołudnie, pora ta zarezerwowana dla jadła sytego. Roch zasiadł do stołu i począł konsumpcje, ale i ona zbyt męcząca była. Roch porzucił te doczesne sprawy i oddał się kontenplacji dzieła swojego, które przed Jego obliczem w pełnej krasie stało.

    I tak mija Rochowi dzień siódmy, w którym to cieszy wzrok tym, co w pocie czoła stworzył, a co nazywa się rowerem.

    Morał tej przypowieści jest prosty: Każdy ma swój siódmy dzień, albowiem człowiek to nie wielbłąd i odpoczywać musi (zgrabna trawestacja?).

    Słowo od Redakcji Bloga: Wczorajszy post wykazał się lekką rozbieżnością treści z obrazem, co zostało uchwycone przez Stały by\’WALEC. Otóż rama owszem była oblana wodą, aby Chłopaki z Adventure nie złapali jakieś egzotycznej choroby odkręcając korbę. Zdjęcie zostało wykonane po powrocie do domu, ale przed dokładnym umyciem ramy. Z tego podniecenia Roch wszystko pokręcił

  • Prace nabrały tempa

    Początkowo prace przy rowerze szły w umiarkowanym tempie, jednak dziś Roch postanowił przyśpieszyć, tak aby dotrzymać wszystkich terminów. Na pierwszy ogień poszła rama. Została wsadzona pod gorący prysznic, aby zmyćz niej błoto.

    Potem Roch zapakował się do Megi i pojechał do Adventure, aby zdjąć korbę i, przy okazji, kupić kasetę i łańcuch. Kaseta została założona, łańcuch czeka na swoją kolej. Po powrocie do domu Roch zdjął blaty (zębatki) z korby umył je i skręcił ponownie. Umyte zostały hamulce, sztyca i inne rupiecie.

    Rozpoczęło się składanie. Powoli cześć do części i rower nabierał rumieńców. Na chwilę obecną rower jest złożony w 90%. Pozostało jeszcze założyć nowe pancerze kupić przerzutkę przednią, bo stara się rozsypała po umyciu jej. Na koniec założony zostanie nowy łańcuch, chwyty i kierownica + rogi.

    Na koniec zdjęcie ramy bez korby, ale z nową kasetą:

  • Relacja z pola bitwy: przerzutka tylna

    Po obiedzie Roch zabrał się za rozbieranie roweru. Tym razem do czyszczenia poszła tylna przerzutka, która była oblepiona błotem i smarem. Po odkręceniu przerzutki Roch złapał się za głowę. Kółeczek prowadzących nie było widać i ledwo się kręciły.

    Pierwsza myśl, jaka naszła Rocha to wymiana przerzutki bo ta pewnie już dawno wyzionęła ducha. Jednak po zeskrobaniu grubej warstwy błota i smaru okazało się, że przerzutka nadaje się do daleszego użytku. W końcu co Shimano to Shimano.

    Po oczyszczeniu i ponownym złożeniu Roch chciał zdjąć korbę, ale jego ściągacz był niekompatybilny, o czym już kiedyś pisał i od tego czasu nic się nie zmieniło. W najbliższym czasie Roch uda się do Adventure celem zdjęcia korby.

    Na koniec zdjęcia wyczyszczonej przerzutki:


    Na koniec Roch pozdrawia Wszystkich, a szczególnie Koyocika, który już nie będzie miał co robić z patyczkami w lesie (odnośnie przerzutki) 😉

  • Bo każdy ma coś z Kobiety

    Proszę jaka światła myśl naszła Rocha całkiem niespodziewanie. Zrodziła się ona podczas wyprawy do sklepu Adventure, celem oddania reszty długu, który Roch niechcący zaciągnął wczoraj. Jako, że rower Rocha składowany jest w różnych miejscach pokoju, jako środek transportu ostała się Megi i, w ostateczności, buty.

    Wychodząc z klatki Roch spojrzał na zapchany parking i doszedł do wniosku, że jak wyjedzie Megi z parkingu, to po powrocie będzie lekki problem ze znalezieniem miejsca do Jej zaparkowania. Pozostały buty jako środek transportu.

    Lekki mrozik, ale iść trzeba. Po drodze Roch mijał znajomych, którzy robili wielkie oczy widząc go w cywilych ciuchach i bez roweru między nogami. Po dojściu do Adventure Roch oddał zaległe 10 zł i już chciał wychodzić, ale tak z pustymi rękoma to nie wypadało.

    Macie takie chwyty skręcane na końcach? – Zapytał Roch.
    Pewnie, że mamy. Chodź na dół – Odpowiedział Woj.

    Po zejściu na poziom -1 sklepu Roch ujrzał wymarzone chwyty, ale jedne przykuły jego uwagę szczególnie.

    Ooo te są zacne i fajnie w dłoniach leżą – Zachwycił się Roch.
    Tu jeszcze mamy takie z Authora – Woj znalazł ostatnie.
    Nie, nie chcę innych. Te są moje – Roch odpowiedział.
    Ile płacę? – Zapytał Roch.
    Jak dla Ciebie to trzy dychy – Odpowiedział Woj.

    Roch wyjął z portfela kasę i dokonał zakupu swoich wymarzonych chwytów. Wychodząc ze sklepu z chwytami w garści uśmiechał się pod nosem bo uświadomił sobie, że te chwyty to tak naprawdę nie są potrzebne, ale były tak ładne i tak kusiły Rocha, że nie mógł się powstrzymać.

    Podobno Kobiety też tak mają, że jak zobaczą jakieś wymarzone pantofelki / ciżemki to są w stanie zrobić wszystko, aby je zdobyć. Jednak to tylko rozważania teoretyczne, ponieważ Roch nie jest ekspertem w tych sprawach co potwierdziły wydarzenia z ostatnich miesięcy.

    Na zakończenie zdjęcie nowych chwytów Rocha:
    W tle wycacany Bomberek

    Roch pozdrawia Wszystkich.

  • Relacja z pola bitwy: etap pierwszy zakończony

    Zgodnie z obietnicami Roch z samego rana zaniósł swojego Bomberka do Chłopaków z Adventure. Już na progu wzbudził ogólne poruszenie ze względu na dawne nie pokazywanie się sklepie.

    Oooooo Gusioo – Powiedział Woj.
    No to ja, jestem zgodnie z zapowiedziami – Uśmiechnął się Roch podając rękę Woj.
    Lookniesz mi do amorka? – Zapytał Roch.
    Pewnie, daj go – Powiedział Woj.
    I olej mi zmień bo ten pewnie zasyfiony po zimie – Powiedział Roch.

    Powszechnie wiadomo, że odpowiednia mobilizacja powoduje, że praca idzie lepiej i szybciej. Roch wyjął z plecaka odpowiednią mobilizację w postaci Carlsbergów. Taki noworoczny aperitif do tego co już stało na półeczce.

    A to żeby praca Wam lepiej szła – Powiedział Roch.
    Ooo dzięki, dzięki – Powiedzieli.
    Wpadnij koło 1700 to będzie gotowy – Powiedział Woj.
    Spokojnie nie śpieszy się – Uspokajał Roch.
    I tak mamy remanent to nie ma co robić – Powiedział Woj.

    ****

    Zgodnie z umową Roch zjawił się w sklepie o 1700, jednak wszyscy się zbierali. Rowery wyprowadzone, drzwi zamknięte.

    Spóźniłem się, kurna? – Zapytał Roch.
    Nie, spokojnie, mamy remanent i kończymy wcześniej – Odpowiedział Woj.
    Zaraz Ci go dam – Powiedział Woj otwierając drzwi.
    Stan jest idealny, zero otarć, ale dobrze, że olej wymieniłeś. Trochę syfu było – Ocenił stan Bomberka.
    Ile jestem winien? – Zapytał Roch.
    Eee jak dla Ciebie to sześć dych – Odpowiedział Woj.
    Oo akurat mam, proszę – Odpowiedział Roch wyjmując kieszonkowe.

    Śmiało można napisać, że etap pierwszy remontu został zakończony. Amortyzator ma nowy olej i powietrze, jest czyściutki, wycacany, wychuchany. Dodatkowo trochę grosza zostało zaoszczędzone, a i stare znajomości odświeżone.

    Pora rozpocząć etap drugi polegający na wyczyszczeniu całego roweru i ocenieniu stanu technicznego napędu, który jest tragiczny, ale tak to jest jak jeździ się po mieszance śniegu z solą.

    Roch pozdrawia Wszystkich, na czele z Chłopakami z Adventure.

  • No i mamy Nowy Rok

    Nastał Nowy Rok i trzeba było to jakoś uczcić. A jak można uczcić nadejście Nowego Roku? Oczywiście w siodle rowerowym pedałując radośnie i spoglądając na ludzi, którym syndrom dnia wczorajszego jeszcze dokucza. Roch pojechał na Repty przypuszczając, że nikogo tam nie spotka i będzie mógł swobodnie poszaleć na świeżo spadniętym śniegu.

    Niestety. Tłum ludzi spacerował po zaśnieżonych alejkach, a w krzaczorach urzędowali Nordic Walkerzy (czy jak tam się nazywają), którzy widocznie zapomnieli nart bo kijki już mają. Tak więc z szaleństwa nici, ale rekreacyjna jazda jest jak najbardziej możliwa.

    Przed wyjazdem Roch wyzerował licznik, tak aby wiedzieć kiedy stuknie mu 10 000km.

    Dziś zrobił tylko 21km i w sumie ma .. 21km.

    Jednak w styczniu planowany jest gruntowny przegląd roweru, a na pierwszy ogień idzie amortyzator, w którym jutro zostanie wymieniony olej i, przy okazji, powietrze. Później rower zostanie umyty, wymienione zostaną części, które pozwoliły się zużyć i będzie można ponownie wsiadać na rower.

    Cała akcja nie powinna potrwać dłużej niż miesiąc, ale nie przejmujcie się – Roch w tym czasie będzie donosił, za pośrednictwem blogu, o postępie remontowym.

    Roch pozdrawia Czytelników tych \”starych\” i tych nowych.

  • Podsumowanie roku 2007 i postanowienia na rok 2008

    Tak, nadszedł ten czas, aby dokonać retrospekcji, podsumowania prawie już minionego roku i określenia celów na rok prawie przyszły.

    Pierwszym, ważnym, wydarzeniem niewątpliwie było rozpoczęcie sezonu rowerowego, które odbyło się z lekkim opóźnieniem ze względu na trudności ze skompletowaniem sprzętu, ale w kwietniu Roch już pedałował. Początkowo sam, później z Nosiem.

    Kolejne miesiące to szalona znajomość z Aliną, którą do tej pory Roch (a wcześniej jego brat Pafnucy) wspomina bardzo miło. Jednak nie było dane Pafnucemu zbliżyć się do Aliny. Brat Rocha został uśmiercony co skrzętnie opisał w Tryptyku rowerowym anonimowy narrator. Po śmierci Pafnucego schedę po Nim przejął Roch Brada.

    Roch najchętniej spędzał czas ze swoimi przyjaciółmi, gdyż wiedział, że na Nich mógł (i może) zawsze liczyć. Pierwszego Prawdziwego Cross Country (TM) Roch nigdy nie zapomni, tak jak nie zapomni tych obłędnych pierogów w Mirowie. Wszystko to dzięki Koyocikowi.

    Do tego wypad do Kamieńca z Michałem i na festyn w Żyglinie będąc pod wpływem .. Nosia.

    Kolejne miesiące to dalsza jazda na rowerze, bicie kolejnych, osobistych, rekordów. Poza rowerem nie wiele się działo. Aż do września. We wrześniu, a może w sierpniu, Roch poznał MEwkę, Ewę no i Sylwię. Wspólne gwarki, sen na schodach domu kultury, chowanie się przed Policją pod schodami, skuteczne udaremnienie wyhaczania przez Dżokusa i w końcu sztuczne ognie. Niezapomniane.

    Październik upłyną pod znakiem lansów z Nosiem i Michałem, wspólnych eksperymentów z colą i tabletkami, kupowania teletubisiów, róż i innych pierdół, wyhaczania i podhaczania. W listopadzie Nosiu udał się do wojska, a Roch nadal uskuteczniał rowerowanie. Z Michałem oczywiście. Listopad to także nowa znajomość. Z Dobrawą oczywiście.

    Zbliżamy się do grudnia. Kolejny miesiąc spędzony na rowerze. Roch obiecał, że nie będzie już pisał o pewnej osobie na blogu, a więc pozostańmy przy tym, że grudzień upłynął pod znakiem roweru i niczego więcej. Choć to nieprawda.

    Obok tego wszystkiego były studia, które Rochowi obrzydły i sesję letnią zakończył w listopadzie z jedną poprawką.

    ****

    A jaki będzie Nowy Rok? Na pewno inny. Po pierwsze Roch postara nie zakochiwać się zbyt często bo ewidentnie mu to nie idzie, po drugie trzeba będzie skończyć studia i rozpocząć kolejne. Roch obiecuje, że częsciej będzie uprawiał Prawdziwe Cross Country (TM), jeśli będzie mu to dane to razem z Koyocikiem. Postara się być częstym gościem na Jurze i w Mirowie.

    A co z rowerem? Na pewno nastąpią lekkie zmiany, może jakiś tuning, a może drugi rower. Jedno jest pewne. Nadal będzie można spotkać Rocha w dziwnych spodenkach i w jeszcze dziwniejszym kasku. Tego Roch jest pewien.

    I to chyba tyle – jak to będzie pokaże czas, a znając życie to w/w plan zostanie zweryfikowany. Pewnie i kilka kopniaków w doopsko Roch otrzyma. Jedno jest pewne – Nowy Rok będzie ciekawy.

    Tym, jakże, optymistycznym akcentem Roch kończy ostatni post w roku 2007.

    Roch, i Jacek, pozdrawiają wszystkich, których znają bez wyjątku.

  • Nie udało się, niestety

    Po wczorajszym, pełnym optymizmu, poście, w którym to Roch deklarował się, że zrobi 120km pozostało tylko wspomnienie. Jak zawsze życie zweryfikowało plany Rocha i, finalnie, dostał solidnego kopa w doopę.

    Rano okazało się, że Roch musi udać się do banku bo coś tam nie sztymuje. Początkowo chciał jechać rowerem, ale ostatecznie udał się wraz z Megi. W banku kolejka na godzinę stania, później wizyta na stacji benzynowej, gdzie kolejna niespodzianka. Paliwo kosztuje 4,19 PLN, dzięki czemu kolejka do dystrybutora podobna do kolejki w banku. Cóż poradzić. Zatankować trzeba.

    Godzina 1200, a Roch nie zrobił ani jednego metra na rowerze. Później znacznie przyjemniejsza czynność, czyli wizyta w PWiK (miejscu, z którym Roch jest bardzo związany). Tam Roch składał życzenia do siego roku (prawie) wszystkim pracownikom, z którymi kiedyś miał przyjemność i zaszczyt \”pracować\”. Chodzi tu oczywiście o Tomka i Krzysia.

    Godzina 1300 i ani jednego metra na rowerze. Wszelkie nadzieje na 120km już dawno prysnęły. Pozostało tylko wsiąść na rower i przejechać się dla czystej przyjemności przebywania, bądź co bądź, z najlepszym przyjacielem.

    Szczególne podziękowania należą się wszystkim, którzy trzymali kciuki za Rocha i odważyli się wpisać w komentarzach. Pozostałym również Roch dziękuje, za to że czasem zaglądają na jego blog, choć Roch wie jaka trudna do przełknięcia jest jego tfoorczość.

    Tak więc rok 2007 kończy się wynikiem 8400km, ale pewien niedosyt pozostaje.

  • Uprasza się o trzymanie kciuków

    Roch napisze wprost, nie będzie owijał w bawełnę, nie będzie ściemy, nie będzie niczego – ależ brawurowe posunięcie. Do rzeczy. Jeśli istnieje na tym ziemskim padole chociaż jedna osoba, która choć trochę lubi Roch to jutro w godzinach 0900 – 1600 proszona jest o trzymanie kciuków za wyczyn, który Roch chce popełnić.

    Otóż po dzisiejszej przejażdżce do 8500km brakuje 120km. Gdyby Roch się sprężył, a pogoda dopomogła wysoką temperaturą to 120km jest raczej (nie) możliwe. Owszem, przejechać 120km jest ciężko latem, a co dopiero zimą, ale mając motywację i, chociaż jednego, blogoobserwatora za plecami Roch jest w stanie przynajmniej zbliżyć się do tej magicznej liczby.

    Gdyby jednak nie wyszło, a wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują, to Roch będzie wdzięczny wszystkim, którzy trzymali za niego kciuki. Przy ewentualnym blogozlocie możecie liczyć na wdzięczność Roch.

    P.S: Dziś tylko 35km.

    Roch pozdrawia Wszystkich, no prawie.

  • Prawie jak jazda testowa

    Klocuszki zamontowane, można się ubierać – Powiedział Roch sam do siebie dumny ze swojego dzieła.

    Klocki siedziały na swoim miejscu więc można było wskoczyć w rowerowy kalesonki i dokonać testu nowych klocków. Roch zszedł na dół, pojechał jeszcze do sklepu. Jadać z powrotem zadzwonił do Michała, czy nie poszedłby na rower.

    Michaś zszedł na dół i pojechali w kierunku Rept. Jednak zimno było nie do wytrzymania nawet dla gorącego Rocha. Wrócili do domu, ale została podjęta ostatnia próba pokonania zimna, która nie udała się. Zimno wygrało.

    Roch, pożegnawszy się z Michałem, skierował się do domu, ale chęć przetestowania kloców była silniejsza. Roch pojechał na miasto i tam kilka razy zahamował. Trzeba przyznać, że jak na osiem złotych to działa miodnie, a po dotarciu będą jak brzytwa.

    Z powodu przeszywającego zimna post jest jaki jest. Wszelkie pretensje kierować do Redakcji.

    Roch pozdrawia.